Co jakiś czas, słyszę teksty, że nie powinno się nosić dziecka na rękach, dawać mu buziaki i powinno się dozować uczucia wobec niego. Żeby się nie rozpuściło, trzeba wyznaczać mu granice, stosować umiar wobec niego. W przeciwnym przypadku wychowamy sobie mazgaję, miernotę, albo lepiej: małego terrorystę.

Są tacy, którzy twierdzą, że istnieje odgórna granica noszenia dziecka na rękach. Odradzają, ponieważ dziecko przyzwyczai się i nie będzie chciało zejść mamie z rąk. Mama i dziecko będą  nierozłączni, a przez to dziecko się nie usamodzielni.

Inni, że nie powinno się okazywać za bardzo uczuć, bo to prowadzi donikąd. Że zamiast siedzieć z dzieckiem i przytulać je, podczas oglądania bajki, mama może lepiej wykorzystać czas, np.: sprzątając. Przytulanie nie jest potrzebne.

Są też tacy, którzy przekonują, że do dziecka nie powinno się podbiegać, gdy przewróci się. Samo powinno podnieść i pójść dalej.

Nie przekonują mnie te teorie. Nie ze mną takie numery. Dlatego z całym szacunkiem pytam się, jak nie teraz, to kiedy ?Kiedy mam okazywać mojemu dziecku uczucia. Przytulać je podczas wieczornego oglądania bajki, szeptać ciepłe słowa do małego uszka, albo spokojnie tłumaczyć to, co dla niego nieodgadnione, by zrozumiało świat. Pocieszać, gdy się przewróci. Kiedy mam dawać mu buziaki na dobranoc? Może powinnam robić to wszystko, gdy pójdzie do szkoły średniej albo założy rodzinę?

Bycie oschłym wobec dziecka do niczego nie prowadzi. Najważniejsze dla mnie są troska i empatia. Pokazywanie dziecku na czym polega okazywanie uczuć, bycie wyrozumiałym.

Dlatego chcę wspierać rozwój emocjonalny mojego dziecka, chcę aby nabył umiejętności, które pomogą mu w dorosłym życiu. Potrafił pokonywać wszelkie przeszkody, które będą pojawiać się na jego drodze. Zresztą, chcę by potrafił radzić sobie później, ale radził sobie również teraz.

Uściski…