Niedawno na facebook’u krążył filmik przedstawiający beztroskie dzieciństwo dzieci urodzonych w latach 80’. Kiedyś było inaczej. Dzieci nie miały takich możliwości rozwoju jak dziś, ale miały więcej wolnego czasu, który spędzały bawiąc się w krowę, berka, chowanego i na łapaniu motyli. Miały więcej swobody. To były piękne czasy. Pamiętam jak czułam się zmęczona po całym dniu zabawy na świeżym powietrzu i jak bardzo bolały mnie nogi, gdy wracałam do domu z podwórka. Byłam zmęczona, ale szczęśliwa.

Dzisiaj kładziemy na dzieci nacisk. Chcemy, żeby były najlepszymi uczniami, miały możliwie najlepsze wykształcenie, dlatego wynajdujmy im kolejne „dodatkowe zajęcia”, które rozwiną ich potencjał. Angielski w żłobku? Czemu nie. Balet w przedszkolu + lekcje gry na fortepianie dwa razy w tygodniu? Ależ oczywiście. A może koszykówka i tenis ziemny do tego? Wszystko po to, aby kiedyś nasze dzieci odnosiły sukces, wspinały się po szczeblach kariery, zarabiały krocie! Tłumaczymy to sobie tym, że każdy rodzic chce dla swojego dziecka jak najlepiej.

To jednak tak nie działa! Zapominamy o tym, że dzieci, które są przytłoczone obowiązkami są nieszczęśliwe. Że tak odbieramy im dzieciństwo. Nie dajemy im szansy na to, żeby było spontaniczne i kreatywne. Pamiętam jak jakiś czas temu zobaczyłam smutne spojrzenie pewnej małej dziewczynki. Miała może 5 lat, chciała pobawić się na świeżym powietrzu. Akurat świeciło słońce i było bardzo ciepło. Tymczasem mama kazała jej iść do galerii na zajęcia z rysowania. W jej oczach widziałam tęsknotę za beztroską zabawą, a potem jak się buntowała.

Zależy mi na tym, żeby moje dziecko miało szanse być dzieckiem, dlatego daję mu mnóstwo możliwości do zabawy. Pozwalam na to, żeby próbowało latem owoców z krzaczka, słodkich malin i truskawek. Żeby ubrudził się w piasku, wiedział czym jest spontaniczność i beztroska. Na obowiązki przyjdzie jeszcze czas.